Gdybym potrafiła zatonęłabym w moim dzisiejszym śnie. Albo nauczyłabym się śnić na żądanie, gdyby to było tak możliwe jak zakup bułek z ziarnami na śniadanie. I wtedy śniłabym wciąż o Nim. Wciąż. Wciąż. Wciąż. I budziłabym się bez żalu, bo wiedziałabym, że gdy tylko zamknę oczy znów wrócę tam gdzie szczęście furkocze w piersi jak motyl w siatce.
Rozcapierzonymi palcami czesałby mi włosy.
Gorącymi wargami scałowywał piegi z nosa.
Aksamitnym głosem szeptał słodkie kłamstwa.
Tak jak wtedy.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz