obserwując całkiem niepokaźne grono moich znajomych, ich związki i nie-związki, zawsze byłam święcie przekonana, że szarości dnia codziennego, rutyna, nuda i przewidywalność w związku to nie dla mnie i nigdy mnie to nie spotka. z pewnym przerażeniem nawet spoglądałam na to wszystko, słuchałam o samcach rozkładających się na kanapie, o braku iskier i motyli, o wkurwianiu się wzajemnie i śmiałam się w duchu zastanawiając się "jak oni mogli do tego dopuścić?". przecież tylko trzeba dbać o związek, wzniecać iskry i dmuchać, by tlen podsycał ogień.
a widać nie.
po dwóch latach związku i półtorarocznym stażu mieszkania ze sobą otrząsnęłam się nagle z pięknego snu by stwierdzić, że ta rutyna dopadła i nas! matko bosko! przecież to niemożliwe, to nie miało się stać, a jednak... kanapowe odleżyny na dupsku, stałe zwyczaje, czytanie książek i zajmowanie się sobą zamiast wspólnego spędzania czasu non stop. małe wkurwy i wielkie sprzeczki, doprowadzanie do szewskiej pasji i absolutna pewność, że faceci to troglodyci niezdolni do samodzielnego myślenia kreatywno-przewidującego myśli kobiet. czasem wielka nuda, czasem tylko mała nudka, ale jednak. R-U-T-Y-N-A. bach! prawda prosto w oczy.
ale jakkolwiek rutynowato by nie było, to ciężko mi przyznać, ale dobrze mi tak. z tym stałym pierwiastkiem. z codzienną wiadomą. dobrze u jego boku, mimo że czasem ciężko mu zrozumieć kobietę, którą jestem.
7 mar 2015
26 lut 2015
23 maj 2013
apteczny dzień zwyczajny
W biegu, o dziwo przed czasem, wpadłam do ośrodka. "No tak, wianuszek już stoi" pomyślałam ze złością i pomknęłam do wejścia od zaplecza. Ubrać fartuch, zebrać wczorajsze recepty i do drzwi, bo już się niecierpliwią, już pukają znacząco w szybę, przestępują z nogi na nogę, wzdychają. Wpadł motłoch z recpetami, z bolącym kolanem, z ukąszeniem od pszczoły. A mi ciśnienie coraz mocniej skakało, bo walili drzwiami i oknami jakby każdy przynajmniej od rana konał w bólach. To nic, że PMS hulał sobie we mnie w najlepsze, musiałam być miła i uśmiechnięta. Taki zawód, taka praca.
Jedna babka rozbawiła mnie szczerze, poprosiwszy o tajemniczy lek o nazwie "Alceton", taki na stłuknięte kolano, ot co! Domyślenie się też, że "takie małe fioletowe tabletki, miały też fioletowy napis chyba na paczce, coś na literę "D" i to na gardło, psze pani!" jest trafnym opisem "Fiordy" do ssania, to pikuś przy pewnej klientce, która koło południa w popłochu wparowała do apteki z krzykiem na ustach... (w tym momencie opowieści jest miejsce na www.dramabutton.com ;) )
Pani G., znana mi już niejako, z racji tego, że ma bardzo charakterystyczny sposób bycia, już od progu wyrażając głośno swe żale nt. funkcjonowania naszego ośrodka zdrowia, podchodzi do okienka i mówi:
- Proszę pani... Miesiąc temu ja wykupywałam leki dla męża.
Patrzę się na nią, zdziwiona, dlaczego umilkła i zorientowawszy się, że czeka na moją reakcję, przytakuję lekko głową, dając jej znak by mówiła dalej.
- Mój mąż ma migotanie przedsionków. I on ma od lekarza przypisany taki lek, ale pani w zeszłym miesiącu mu dała taki tańszy odpowiednik.
Nie mając pojęcia, czy babka mówi prawdę czy też nie szczerze odpowiedziałam, że nie pamiętam. Pani G. tłumaczy więc dalej:
- No pani dała taki tańszy, co my tak drogo płacić nie będziemy, bo emerytura niska. No i pani sobie wyobrazi, że ja poszłam do pielęgniarek, tu w okienku, co by mi recepte wypisały, a one, że takiego leku co pani dała to mąż w karcie nie ma! Proszę pani, pani to wyjaśni i pani mi da ten odpowiednik, bo mąż bez leku jest!
- Pani poda nazwę albo leku oryginalnego albo zamiennika, to sprawdzę.
I tu nasątpił wybuch!
- Jak to? To pani nie pamięta?!
- Prosze pani, u mnie dziennie przewijają się dziesiątki, a nawet i setki ludzi. Nie sposób zapamiętać, co kto w naszej wsi bierze i na co.
- No wie pani co?! Ja nie jestem z tej wsi! Ja z okolic!
I zawinąwszy się na pięcie, Pani G. wyprysła z apteki szybciej, niż się w niej znalazła pozostawiając mnie w osłupieniu.
Jak nie urok, to sraczka ;)
Jedna babka rozbawiła mnie szczerze, poprosiwszy o tajemniczy lek o nazwie "Alceton", taki na stłuknięte kolano, ot co! Domyślenie się też, że "takie małe fioletowe tabletki, miały też fioletowy napis chyba na paczce, coś na literę "D" i to na gardło, psze pani!" jest trafnym opisem "Fiordy" do ssania, to pikuś przy pewnej klientce, która koło południa w popłochu wparowała do apteki z krzykiem na ustach... (w tym momencie opowieści jest miejsce na www.dramabutton.com ;) )
Pani G., znana mi już niejako, z racji tego, że ma bardzo charakterystyczny sposób bycia, już od progu wyrażając głośno swe żale nt. funkcjonowania naszego ośrodka zdrowia, podchodzi do okienka i mówi:
- Proszę pani... Miesiąc temu ja wykupywałam leki dla męża.
Patrzę się na nią, zdziwiona, dlaczego umilkła i zorientowawszy się, że czeka na moją reakcję, przytakuję lekko głową, dając jej znak by mówiła dalej.
- Mój mąż ma migotanie przedsionków. I on ma od lekarza przypisany taki lek, ale pani w zeszłym miesiącu mu dała taki tańszy odpowiednik.
Nie mając pojęcia, czy babka mówi prawdę czy też nie szczerze odpowiedziałam, że nie pamiętam. Pani G. tłumaczy więc dalej:
- No pani dała taki tańszy, co my tak drogo płacić nie będziemy, bo emerytura niska. No i pani sobie wyobrazi, że ja poszłam do pielęgniarek, tu w okienku, co by mi recepte wypisały, a one, że takiego leku co pani dała to mąż w karcie nie ma! Proszę pani, pani to wyjaśni i pani mi da ten odpowiednik, bo mąż bez leku jest!
- Pani poda nazwę albo leku oryginalnego albo zamiennika, to sprawdzę.
I tu nasątpił wybuch!
- Jak to? To pani nie pamięta?!
- Prosze pani, u mnie dziennie przewijają się dziesiątki, a nawet i setki ludzi. Nie sposób zapamiętać, co kto w naszej wsi bierze i na co.
- No wie pani co?! Ja nie jestem z tej wsi! Ja z okolic!
I zawinąwszy się na pięcie, Pani G. wyprysła z apteki szybciej, niż się w niej znalazła pozostawiając mnie w osłupieniu.
Jak nie urok, to sraczka ;)
12 lut 2013
powiewy podmuchy
czuć wiosnę.
chociaż jeszcze śniegu trochę leży, to szczęście wybija się jak pierwiosnek. powoli, nieśmiało. ale skutecznie. czasem jeszcze tylko sobie gdybam, myślę, wałkuję. czasem siebie oszukuję, że już tak na amen mi nie zależy. ale ogółem pnę się w górę sinusoidy.
między milczeniem a śmiercią jest taka różnica, że to pierwsze jest tymczasowe, a to drugie na zawsze.
na razie jest milczenie, cisza. jednak powoli wszystko obumiera.
"niektórzy zwykli mawiać: to było gdzieś zapisane, musiało stać się właśnie tak. co do mnie, nie wierzę w narzucone z góry przeznaczenie. wierzę natomiast, że ludzie dokonują wyborów i starają się ich trzymać. to wybór określa przeznaczenie i być może właśnie wybory ludzi wyznaczają wszechświat."
dokonałam wyboru: budzę się z zimowego snu.
chociaż jeszcze śniegu trochę leży, to szczęście wybija się jak pierwiosnek. powoli, nieśmiało. ale skutecznie. czasem jeszcze tylko sobie gdybam, myślę, wałkuję. czasem siebie oszukuję, że już tak na amen mi nie zależy. ale ogółem pnę się w górę sinusoidy.
między milczeniem a śmiercią jest taka różnica, że to pierwsze jest tymczasowe, a to drugie na zawsze.
na razie jest milczenie, cisza. jednak powoli wszystko obumiera.
"niektórzy zwykli mawiać: to było gdzieś zapisane, musiało stać się właśnie tak. co do mnie, nie wierzę w narzucone z góry przeznaczenie. wierzę natomiast, że ludzie dokonują wyborów i starają się ich trzymać. to wybór określa przeznaczenie i być może właśnie wybory ludzi wyznaczają wszechświat."
dokonałam wyboru: budzę się z zimowego snu.
26 gru 2012
instrukcja obsługi
przyjaźń jest wtedy, kiedy problemy tej ważnej dla ciebie osoby stają się twoimi problemami, a przykrość wyrządzona jej jest przykrością wyrządzoną tobie. przyjaźń jest też wtedy, kiedy radości tej ważnej dla ciebie osoby są twoimi radościami, a jej sukcesy twoimi sukcesami.
banalne niby i proste w obsłudze.
boli jednak gdy nagle z tej ważnej osoby stajesz się kimś niezbędnym, gdy czegoś się potrzebuje, a kimś całkowicie zbędnym, gdy przychodzi taki czas, jak święta. gdy słyszysz "pani najmądrzejsza najinteligentniejsza, a jesteś taka sama jak twoja matka" w momencie gdy powiesz coś nie tak i boli gdy przeczytasz smsa "nie przychodź, widocznie mamy być sami", gdy jesteś w połowie drogi.
banalne niby i proste w obsłudze.
boli jednak gdy nagle z tej ważnej osoby stajesz się kimś niezbędnym, gdy czegoś się potrzebuje, a kimś całkowicie zbędnym, gdy przychodzi taki czas, jak święta. gdy słyszysz "pani najmądrzejsza najinteligentniejsza, a jesteś taka sama jak twoja matka" w momencie gdy powiesz coś nie tak i boli gdy przeczytasz smsa "nie przychodź, widocznie mamy być sami", gdy jesteś w połowie drogi.
19 paź 2011
nagroda
jestem
ciężko-strawna
pusta w środku
naładowana jedynie kaloriami
nakarm się mną
nasyć i zapomnij o złym
jestem przyjemnością
wkładaną do ust
w chwili zapomnienia
na pocieszenie
nie miej wyrzutów sumienia
że żresz jak świnia
to tylko mała nagroda
za niepowodzenie
smutek
przykrość
nic wielkiego
tylko się odbiję ze dwa razy
i zgaga zostanie
poczucie winy jedynie na własną odpowiedzialność
ciężko-strawna
pusta w środku
naładowana jedynie kaloriami
nakarm się mną
nasyć i zapomnij o złym
jestem przyjemnością
wkładaną do ust
w chwili zapomnienia
na pocieszenie
nie miej wyrzutów sumienia
że żresz jak świnia
to tylko mała nagroda
za niepowodzenie
smutek
przykrość
nic wielkiego
tylko się odbiję ze dwa razy
i zgaga zostanie
poczucie winy jedynie na własną odpowiedzialność
9 paź 2011
Ty.
ogromnymi susami pokonałabym odległość dzielącą moją dłoń od Twojej. a gdyby było trzeba, to i pofrunęłabym. nie wspominając o ustach. scałowywałabym z nich każde słowo. zachłannie i łapczywie. a uszy? oddałabym miliony moich marzeń by móc szeptać słowa. tak dla mnie ważne i wielkie, ubrane w prostą formę. nie zapomniałabym też o nosie. tym razem swoim, nie Twoim. bo chciałabym zaciągać się Twoim zapachem. naćpać się nim. upajać. tylko patrzyłbyś jak rozszerzają mi się źrenice, jak uśmiech rozciąga się na mej twarzy.
dobre emocje furkocą mi w brzuchu, chcą się wydostać, jak ptak z klatki i zalać tęczową poświatą Twoją rzeczywistość.
dobre emocje furkocą mi w brzuchu, chcą się wydostać, jak ptak z klatki i zalać tęczową poświatą Twoją rzeczywistość.
2 paź 2011
niebo wspomnień
potrafię poczuć
smak płatków uszu i karku
zapach skóry upstrzonej piegami
bicie serca tuż przy moim sercu
słońce prześwieca przez wrześniowo żółte liście
wpada do pokoju
rozsiada się na kanapie
meblach
kurzu
i wypełnia przestrzeń gazem rozweselającym
ach
jak mi dobrze
19 wrz 2011
paranoje
próbuję sobie tłumaczyć, ze tak nie powinno być.
że to niemoralne, bez przyszłości, bez sensu.
nie mogę jednak powstrzymać uciekających myśli:
figlarnych
śmiałych
zaskakujących
chciałabym byś podziwiał mnie, miły.
realnie.
niepodważalnie.
bez wyrzutów sumienia.
oczekuję zbyt wiele i wierzę w stabilność domku z kart.
kłująco-ssąca paranoja.
ach.
jeden dotyk, jedno spojrzenie, jeden błysk zachwytu w oku.
to jak układanie puzzli, w których brakuje elementów.
że to niemoralne, bez przyszłości, bez sensu.
nie mogę jednak powstrzymać uciekających myśli:
figlarnych
śmiałych
zaskakujących
chciałabym byś podziwiał mnie, miły.
realnie.
niepodważalnie.
bez wyrzutów sumienia.
oczekuję zbyt wiele i wierzę w stabilność domku z kart.
kłująco-ssąca paranoja.
ach.
jeden dotyk, jedno spojrzenie, jeden błysk zachwytu w oku.
to jak układanie puzzli, w których brakuje elementów.
3 wrz 2011
ewidentnie
- Myślisz, Nikotyno Moja Słodka, że taka prawdziwa miłość istnieje? Taka fest-fest realna, prawdziwa, niezastąpiona, na zabój, na zawsze, czysta, szalona?
- Przestań pieprzyć, chemia jest.
- No ale...
Nikotyna zasłoniła jej usta dłonią. Zaśmiała się. Po czym odpowiedziała:
- Czy myślisz, że palacz mnie kocha? Nie. Jemu się wydaje, że mnie kocha, że dostając się do jego organizmu sprawiam mu przyjemność. A to tylko stek bzdur. Nie ma miłości między nami. Ja sieję spustoszenie, na które on dobrowolnie się zgadza wmawiając sobie, że mnie kocha.
Ewidentnie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)