21 lip 2010

180 stopni

Jakie to oklepane stwierdzenie, że zdarzenia w życiu zmieniają się jak obrazy w kalejdoskopie. Afryczki nie ma, bo podrywa Egipcjan (trafiła na swój kontynent!), Anka opala się nad morzem z Osobą-Najmniej-Odpowiednią, a Kasia ma dzidzię.
Drapię wrzody, które porobiły mi się na tyłku od nicnierobienia. I nadal jestem zszokowana tym, co mój Luby dzisiaj mi oznajmił. I nagle tak jakoś jaśniej patrzę na wszystko.

Wycieram brudne palce w bluzkę, poprawiam przepaskę na włosach. Uff... Od
tej kawy tak mnie mdli z gorąca.

Żyję. Ja przecież żyję.

2 komentarze: