7 lip 2010

oj!

Zaplątana pomiędzy nocą a dniem- jest taki jeden uchwytny moment, gdy zachodzi księżyc, a wschodzi słońce.
Skrobię strupy z kolan, bo lubię patrzeć jak krew ożywa i sączy się cieniutkim strumyczkiem.
Odprężam plecy na twardym łóżku.
Ściany mają dziś ładny kolor.
Parapet zbyt zakurzony, by odłożyć na nim książkę.
Kręcę młynka kciukami.
Mam odrosty trójkolorowe szaro-rudo-czarne.
Obryzguję rzygami przełyk z nudów.

3 komentarze:

  1. Krew ładnie wygląda tylko na obrazkach, chyba, że nie sprawia bólu.
    ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. E tam :D mnie krew nie rusza :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zależy w jakiej ilości.W sumie taka ze strupów też mnie nie rusza. ;)

    OdpowiedzUsuń