Zaplątana pomiędzy nocą a dniem- jest taki jeden uchwytny moment, gdy zachodzi księżyc, a wschodzi słońce.
Skrobię strupy z kolan, bo lubię patrzeć jak krew ożywa i sączy się cieniutkim strumyczkiem.
Odprężam plecy na twardym łóżku.
Ściany mają dziś ładny kolor.
Parapet zbyt zakurzony, by odłożyć na nim książkę.
Kręcę młynka kciukami.
Mam odrosty trójkolorowe szaro-rudo-czarne.
Obryzguję rzygami przełyk z nudów.
7 lip 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Krew ładnie wygląda tylko na obrazkach, chyba, że nie sprawia bólu.
OdpowiedzUsuń;*
E tam :D mnie krew nie rusza :-)
OdpowiedzUsuńZależy w jakiej ilości.W sumie taka ze strupów też mnie nie rusza. ;)
OdpowiedzUsuń